Zwierzęta przemysłowe

Krowa, kurczak, świnia, owca, ryby, zwierzęta futerkowe. Żywe organizmy, które od setek lat człowiek zabija, żeby dostarczyć sobie białka, tłuszczu i skór. Gdy spojrzeć na zwierzęta pod kątem anatomicznym to zjadamy ich mięśnie i narządy. Hodujemy, zabijamy, gotujemy i jemy. I tak w kółko, od kamienia łupanego aż do świata zaawansowanych technologii.

Zajrzyjmy do danych. Według statystyk prowadzonych przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), światowa produkcja drobiu w 2018 roku wyniosła ponad 2 mld sztuk.[1] Zestawiając to z liczbą ludności świata, szacowaną obecnie na 7,6 mld możemy powiedzieć, że w zeszłym roku każdy mieszkaniec Ziemi (wliczając w to oczywiście wszystkie biedne regiony, wegan i osoby zamieszkujące najodleglejsze krańce globu) zjadł 1/3 kurczaka. Skala tylko produkcji drobiowej na świecie wygląda jak na poniższej mapie.  

Produkcja drobiu na świecie (źródło: FAO)
Produkcja drobiu na świecie w latach 2007 – 2017 (źródło: FAO)

Zauważmy, że nie samym drobiem człowiek żyje. Polska jako kraj od pokoleń rolniczy hoduje dużo i intensywnie. Bydło, z którego pozyskamy mięso lub mleko liczyło na koniec 2017 roku 6 mln sztuk. Świnie utrzymywane w gospodarstwach tylko z przeznaczeniem na mięso to 11 mln sztuk. Jednak gdy spojrzymy na drób to możemy zaniemówić z wrażenia – w minionym roku w Polsce wyprodukowaliśmy 176 mln szt. drobiu kurzego[2].

Gdybyśmy zjadali te wszystkie zwierzęta tylko w naszym kraju to przez rok na każdego mieszkańca przypadłaby 1/10 krowy, 3/10 świni oraz prawie 4,5 szt. kurczaka. Po zliczeniu tylko tych trzech kategorii uświadamiamy sobie, że na terenie 300 tys. metrów kwadratowych (powierzchnia administracyjna Polski) urodziło się i urosło blisko 200 mln zwierząt gospodarskich.

Dla jednych liczby te będą imponujące, gdyż dowodzą wysokiej intensyfikacji rolnictwa i wydolnej produkcji zwierząt hodowlanych. Inni złapią się za głowę, gdyż każda liczba oznacza żywe zwierzę, które urodziło się i urosło tylko po to, żebyśmy mogli je zjeść.

O ile spory ideologiczne i dylematy moralne odnośnie warunków utrzymania zwierząt i ich masowego uboju pozostawiam do własnego rozważenia, o tyle zastanówmy się jak dużo surowców naturalnych zużywamy pakując na zakupach mięso do koszyka.

Zwierzę przemysłowe – nie ważne czy to krowa, świnia czy kura – musi coś jeść i pić. Jeśli hipotetycznie założymy, że każde z nich wypija dziennie 1 litr wody rocznie (jeszcze raz zaznaczam, czysto hipotetycznie), wówczas zużywamy 200 mln litrów wody rocznie. Zwierzęta te są roślinożercami. Jeżeli każda sztuka, która rośnie w warunkach przemysłowych zje 1 kg zielonej trawy rocznie, wtedy zużywamy jej 2 mln ton. Pozyskanie jej z pól to kolejny koszt środowiskowy. Eksploatujemy glebę, zbieramy, przetwarzamy i magazynujemy zużywając na każdym z etapów paliwo i energię. W koszty środowiskowe nie wliczam środków ochrony roślin i nawozów, które dostają się do gleby oraz przekształcenie pól i lasów pod pastwiska.  

Każde ze zwierząt produkuje odchody – stałe, płynne i gazowe, które koniec końców trafiają do środowiska. Intensywna hodowla zwierząt oznacza również zmasowany ubój i przetwórstwo, które potrzebuje kolejnych kilowatów energii, litrów wody i metrów kwadratowych na składowanie odpadów.

Czy codzienny kotlet mielony na talerzu jest tego wart?


[1] Źródło: FAOSTAT: http://www.fao.org/faostat/en/#data/QA/visualize

[2] Źródło: Główny Urząd Statystyczny https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rolnictwo-lesnictwo/produkcja-zwierzeca-zwierzeta-gospodarskie/zwierzeta-gospodarskie-w-2017-roku,6,18.html

No comments
Jolanta WierzbickaZwierzęta przemysłowe

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *