Wybory

Każdego dnia podejmujemy dziesiątki różnych decyzji. W co się ubrać, co zjeść na śniadanie, czy po pracy wrócić do domu czy jednak spotkać się ze znajomymi. Część z nich jest tak błaha, że nawet nie zwracamy na nie uwagi. Czy ktoś zajmuje się kolorem majtek naciąganych rano? Albo rodzajem kubka, w którym zrobił sobie kawy? Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, gdyż nie mamy w zwyczaju zaprzątać sobie głowy rzeczami banalnymi. A czy zastanawiamy się do jakiej szkoły posłać dziecko? Albo do którego szpitala zawiezie nas karetka, gdy zasłabniemy na ulicy?

W teorii każdy z nas jest odpowiedzialny. Stara się, aby jego życie przebiegało w harmonijny sposób, z dala od problemów i konfliktów. W zgodzie z normami społecznymi i według własnego systemu wartości. Działamy tak, aby zapewnić sobie komfort psychiczny i dobrostan materialny, który zapewni nam życie na pewnym poziomie. Ot co.

Niewielu z nas lubi się wychylać i raczej hołdujemy scenariuszowi, w którym dobro publiczne przysługuje wszystkim po równo. Jeździmy komunikacją miejską, samochody tankujemy paliwem dostarczanym przez państwo, codziennie używamy prądu, którego głównymi wytwórcami są spółki publiczne. Są to sprawy tak oczywiste, tak jak to, że w kranie mamy wodę.

Większość z nas ukończyła szkoły publiczne. Do szpitala chodzimy państwowego. W razie wypadku dzwonimy na policję. Gdy płonie nasz dom wzywamy strażaków. W urzędach załatwiamy prywatne sprawy, które decydują o tym, jaki będzie dalszy scenariusz naszego życia. W sądach jesteśmy w stanie obronić prawa rodzicielskie, dobre imię, prawo własności i dorobek życia.

I chociaż możemy głośno deklarować, że nie mamy wpływu na to, kto zajmie się nami w nagłym wypadku albo jaki urzędnik będzie rozpatrywał naszą sprawę w administracyjnej machinie to nawet przez chwilę tak nie jest. Nieważne, jak bardzo będziemy zaklinać rzeczywistość to polityka ma obowiązek interesować nas wszystkich. Sprawy publiczne to nasze interesy prywatne, na które mamy wpływ. Każdy jeden w swoim małym ułamku, który finalnie jest ważony na szali interesów wspólnych.

Dobra, dalej twierdzisz, że ustrój polityczny jest gdzieś hen, hen z dala od ciebie. Władza wykonawcza to termin poznany na WOS-ie a sądy to takie budynki, które widać w większych miastach? Okej, można to zrozumieć. Skoro każda z tych trzech spraw pozostaje w sferze bliżej nieokreślonych pojęć to dlaczego wybrałeś studia na które chciałbyś pójść? Po co zapisujesz się do lekarza, który ma opinię dobrego specjalisty? Z jakiego powodu idziesz do sądu, jeśli ktoś nie zapłacił ci faktury za wykonaną pracę? Przecież to są takie same umowne sprawy jak demokracja, praworządność i równouprawnienie.

Po co ci to, skoro polityka cię nie interesuje?

A może jednak tak?

A może jednak chcesz mieć prawo decydowania o swoim życiu?

To będzie cię kosztowało 10 – 15 minut niedzielnego popołudnia, kiedy to pojawisz się przy wyborczej urnie.

Daj głos, póki go jeszcze masz.

No comments
Jolanta WierzbickaWybory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *