Przepis na sukces

Długo zastanawiałam się nad tym, jak ubrać w słowa to, co czują kobiety aktywne zawodowe. Zwłaszcza te pracujące w korporacjach i pnące się po szczeblach kariery. Myślałam, czy będę potrafiła wprost napisać o tym, co się dzieje na szczycie drabiny. W miejscu, gdzie dochodzą najbardziej wytrwali. Również Ci, którym nie zabrakło determinacji, żeby nie poddać się po pierwszym zakręcie. Dzisiaj rano doszłam jednak do wniosku, że nie ma dobrych słów aby opisać drogę na szczyt kobiecego sukcesu. Pełna jest ona perypetii i wybojów a na samym jej końcu czeka sterta obelg, jakoby głodna sukcesu harpia pozagryzała po drodze tych, którzy weszli jej w paradę.

Dożyliśmy takich czasów, gdy o tym, jak osiągnąć sukces mówią nam rozmaici coach’owie, motywatorzy i inni guru od biznesu. Każą spojrzeć w głąb siebie, uwolnić emocje, wznieść się na wyżyny własnej wyobraźni. Na cóż to się jednak zda, jeśli jesteś kobietą gotową do pracy i zmotywowaną do osiągnięcia sukcesu a napotykasz na swojej drodze tysiące niezliczonych przeszkód?

Dyskryminacja kobiet i nie traktowanie nas jako pełnoprawnych uczestniczek życia społecznego rozpoczyna się w przedszkolu. Wpychane jesteśmy w stereotypy jakoby naszym głównym celem była opieka nad lalą i zabawa w księżniczkę a poważniejsze sprawy jak bycie strażakiem czy policjantem było zarezerwowane dla chłopców. W szkole, chociaż uczymy się często lepiej od kolegów, jesteśmy najczęściej kwiatkiem przypiętym do kożucha podczas apeli szkolnych i organizatorkami życia społecznego klasy. Na studiach zasilamy najczęściej kierunki humanistyczne i jako zjawisko traktuje się nas na studiach technicznych lub informatycznych. W pracy na starcie zarabiamy mniej niż nasi koledzy po fachu bo „przecież zaraz zajdziesz w ciąże” oraz „będziesz brać zwolnienia na dziecko”. Im bliżej do emerytury, tym stajemy się mniej przydatne. Dostajemy wypowiedzenie, zanim załapiemy się w emerytalny okres ochronny. A jak jesteśmy na emeryturze, to przecież nie mamy nic lepszego do roboty niż praca w jakiejś stróżówce za marny grosz lub dorabianie lepieniem pierogów.

Na każdym etapie kobieta wpychana jest w rolę stereotypowej matki-Polki. Jej celem jest znaleźć męża, mieć dzieci, wychować je a potem zająć się wnukami i gotowaniem obiadów. Nie ma miejsca dla kobiet dążących do zrealizowania własnych pasji, celów, chcących zapisać się na kartach historii. Jest za to sprowadzenie kobiety do roli niewolniczki macicy, którą siła boska sprowadziła na ten świat, żeby się rozmnażała. Bez dyskusji i prawa decydowania o samej sobie.

Kobiecy sukces jest okupiony dużo większa pracą niż ten męski. Musi ona walczyć z docinkami ze strony męskiej, jakoby Matka Natura nie dała jej wystarczająco dużo inteligencji do zajmowania się czymś więcej poza praniem i sprzątaniem. Stawia czoła uprzedmiotawianiu kobiet, szyderczemu śmiechowi, seksistowskim zaczepkom i molestowaniu. W drodze na sam szczyt podąża w samotności, gdyż inne kobiety z jej grupy zostały zdziesiątkowane przez dział HR, który nie chce w firmie młodych matek i redukcję etatów ze względu na prawdopodobne L4 ciążowe.

I gdy stanie na szycie góry, pod którą podchodzenie poobijało ją z każdej strony, stara się rozumieć dlaczego obok niej nie widać nikogo w damskiej spódnicy. Z jakiego powodu ten wyścig wygrała tylko ona.

Nie znajduje. I nie ważne czy sama jest samotna, czy ma dzieci, czy ma problemy zdrowotne, kredyt na głowie czy może psa. Nie umie sobie odpowiedzieć, dlaczego każda z nas nie walczy o prawa nas wszystkich i jest bezczynna w sytuacji, gdy inni robią nam krzywdę.

Przecież my, kobiety mamy moc! I to nie byle jaką!

No comments
Przepis na sukces

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *