List do M.

Drogi mięsożerco. Założę się, że przeżuwasz właśnie kotleta schabowego z ziemniaczkami i z surówką. Danie dnia serwowane w przyzakładowym bufecie tudzież biznes lunch z kontrahentem jedzony w modnej restauracji. Na śniadanie pokusiłeś się o dwa plasterki wędliny a wieczorem zagryziesz to kiełbaską. Lubisz smak prawdziwej wędzonki. Aromatycznych przypraw dorzucanych do wyrobów garmażeryjnych oraz finezyjnego połączenia białka, cukru i tłuszczu okraszonego zasmażką. Twoja dieta wygląda tak od zawsze, gdyż już od małego słyszałeś, żeby ziemniaczki zostawić ale mięsko to zjedz. Tak jakby biała bulwa była czymś gorszym niż solidny kawał mięśni poprzeplatanych tłuszczem i naczyniami krwionośnymi, obrobiony przez mamusię na patelni lub w piekarniku.

Z budulca organizmów zwierzęcych uczyniłeś podstawę diety. Rośliny traktujesz jako dodatek, gdyż bez solidnej porcji mięsa nie jesteś w stanie się najeść. Tak masz zakodowane w głowie i kurczowo się tego trzymasz. Wydaje ci się, że schabowy dostarczy energii, pierś z kurczaka pomoże zbudować masę a solidny stek dostarczy niezbędnych minerałów. Z tych powodów codziennie sięgasz po zupkę na wywarze z kości, mięso w kawałkach, przemielone, podroby a nawet młode kolejnych gatunków zwierząt.

Twój głód, w ekonomii nazywany popytem, generuje coraz większą produkcję, nazywana podażą. Machina się rozkręca i każe rozmnażać zwierzęta z większą częstotliwością niż robiłyby to naturalnie a następnie odbierać im życie wcześniej, niż padałyby same. Jako ludzie zajęliśmy się pozyskiwaniem jajek, mięsa, mleka czy futer. Tak jakby było to wykopywanie marchewki z ziemi lub zbieranie owoców w sadzie. Z tą tylko różnicą, że jabłuszko ma szansę wyrosnąć ponownie za rok natomiast kurczakowi, z którego pozyskaliśmy porcję rosołową, życia już nic nie wróci.

Gdy wybierasz wędlinę w mięsnym albo pakujesz do torebki skrzydełka, które planujesz upiec na grillu to zapewne nie zastanawiasz się nad tym, jak to źródło białka znalazło się na półce w sklepie. Chcę wierzyć, że przemawia przez Ciebie niewiedza, nie zaś celowe ignorowanie faktów, jakimi rządzi się przemysł spożywczy. Brnę więc dalej w przekonanie, że Twoje czynność są bezwiedne, powielane według schematów, które wyniosłeś z domu. Tudzież, ze jest to mocno zakorzeniona tradycja z którą z jakiś powodów nie jesteś w stanie zerwać. Pozwól więc, że przedstawię ci kilka faktów, których być może nie byłeś świadom przed dzisiejszym obiadem.

Twój kotlet z piersi jeszcze niedawno był żółtym ptaszkiem. I to nie tak całkiem dawno, bo cykl wzrostu kurczaka od pisklęcia do osobnika z docelową masą ubojową wynosi średnio sześć tygodni. Pisklę waży kilkanaście gram, kurczak trafiający do ubojni średnio dwa kilogramy. Do chowu zwierząt przeznaczonych do zjedzenia wybiera się rasy mięsne, czyli takie u których mięśnie piersiowe oraz kończyny będą rosły najszybciej. Sama pierś kurczaka stanowi około 20% jego wagi. Ten rodzaj produkcji ma na celu otrzymanie dobrze umięśnionych tuszek w krótkim czasie, przy niewielkim zużyciu paszy oraz niewielkiej śmiertelności ptaków. Jak to się robi? Pisklęta trafiające do kurnika mają w sposób termiczny obcinane czubki dziobów, aby zminimalizować wzajemne ataki w dużym zagęszczeniu zwierząt. W wodzie podaje im się substancje, które mają zapobiegać rozwojowi bakterii i przenoszeniu chorób pomiędzy osobnikami. Warunki wewnątrz kurnika są ściśle przystosowane do zapewnienia jak najszybszego wzrostu zwierzęcia. Kurniki są ogrzewane, wentylowane z amoniaku produkowanego w gigantycznych ilościach oraz oświetlanie przez całą dobę. Wszystko po to, aby ptaki rosły jak najszybciej przy zjedzeniu średnio 1,5 kg paszy na każdy kilogram przyrostu masy ciała. Koniec ich życia następuje w ubojni, gdzie trafiają po przejechaniu kilkunastu kilometrów w transporterach. I to jest tak naprawdę ich jedyny kontakt ze świeżym powietrzem i skrawkiem promienia słonecznego, gdyż swoje pięć tygodni życia na planecie spędziły w wybetonowanym pomieszczeniu o zagęszczeniu 32 kg/1 metr kwadratowy powierzchni.

Myślisz że kury znoszące jajka mają chociaż trochę lepszy żywot? Faktem jest, że do przemysłowej produkcji jajek dedykowane są inne rasy. Ich zadaniem jest znoszenie codziennie, przez pół roku po jednym jajeczku. Nie ma miejsca na przerwę, rozród ani choroby. Celem tych osobników jest tylko wypychanie z siebie kolejnego towaru handlowego. Pierwszym punktem w produkcji jaj jest pozyskanie niosek. W warunkach przemysłowych utrzymuje się stada rozrodcze, które dostarczają zapłodnionych jajek. Te z kolei przenosi się do przemysłowych klujników gdzie po kilku dniach naświetlań i utrzymywania jaj w odpowiednich warunkach cieplnych pojawiają się na świecie pierwsze pisklęta. Dla hodowców interesujące są tylko samice, więc tuż po wykluciu ptaki są selekcjonowane pod względem płci. Młode kurki trafią do przemysłowych kurników, samce zostaną na tym etapie zabite i przerobione na paszę dla przemysłu futrzarskiego. Na kury przeznaczone do utrzymania w klatkach czeka obowiązkowe przycięcie dziobu oraz życie spędzone w mikroklimacie z regulowanym żywieniem, pojeniem i oświetleniem przez praktycznie całą dobę. Zniesione przez nią jajko przetoczy się po specjalnej taśmie do miejsca magazynowania i odjedzie spakowane w wytłaczankę do kolejnego dyskontu.

Popatrz jeszcze raz na swój kotlet, który masz na talerzu. Czy jesteś świadom ile zanieczyszczeń środowiska wygenerował zanim dotarł na Twój talerz? Kury w chowie przemysłowym wytwarzają nieprawdopodobne ilości odchodów, w tym amoniaku który powstaje na skutek rozkładu moczu. Udowodnione jest, że jego toksyczność podrażnia drogi oddechowe ludzi i zwierząt, upośledza odporność a nadmierne stężenie może prowadzić do stanów zapalnych w oku. Z tego powodu przemysłowe fermy kurze posiadają rozbudowane systemy wentylacji, które odprowadzają szkodliwe gazy poza obręb budynku hodowlanego. Przemysł przetwórstwa żywności, czyli ubojnie i zakłady produkujące wędliny i porcjowane mięsa wytwarzają tony odpadów poubojowych, którymi chętnie zasilają fermy zwierząt futerkowych. Nie jest tajemnicą, że lisy czy norki to mięsożercy, dlatego nie pogardzą resztkami z kurczaka czy ryby. Pomyślisz, że to w sumie dobrze, dzięki temu dochodzi do poniekąd naturalnej utylizacji. To teraz zastanów się, dlaczego pomimo protestów i bojkotów naturalnych futer ta gałąź gospodarki na całym świecie tak dobrze się trzyma.

Czy teraz już zauważasz, jak prosty wybór tego, co masz na talerzu porusza tysiące kolejnych trybików w maszynerii przemysłu spożywczego?

Tekst opracowany na podstawie:

Wójcik A., Mituniewicz T., Piotrowska J., Higieniczne i produkcyjne wskaźniki dobrostanu drobiu, Przegląd Hodowlany, nr 5/2019

Niemiec J (2008) System chowu drobiu. [W:] Świerczewska E. (red.) Chów drobiu. Wydawnictwo SGGW, Warszawa

No comments
Jolanta WierzbickaList do M.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *