Kia kaha

Nie byłoby nas tutaj, gdyby nie wybory których dokonaliśmy w życiu. Część decyzji podjęliśmy samodzielnie, na własną odpowiedzialność, bez angażowania kogokolwiek z zewnątrz. Inna część jest dziełem przypadku, zrządzeniem losu, wiszącym nad nami fatum. Fragmenty wspomnień są konsekwencją sił działających na nas jako jednostkę, inne segmenty to po prostu kopie pokoleniowych wyborów, które powielamy po naszych rodzicach, dziadkach i pradziadkach. Chowamy w głębi siebie detale narzucone nam przez otoczenie, w którym wyrośliśmy. Stereotypy i uprzedzenia uderzające w nas samych. To, jakimi ludźmi potrafiliśmy być w przeszłości, jakimi jesteśmy teraz oraz jakimi próbował nas uczynić świat.

Żadne z nas nie wybrało koloru skóry, z jakim się urodziło. Nie zdecydowaliśmy, w jakim języku mówią nasi rodzice oraz jak wielką miłością otacza nas społeczeństwo. Nikt nie przypisuje sobie chorób, które ma ochotę przejść, ani nie ustala, jaką płeć będzie kochał w dorosłym życiu. Nie znam osoby, która chciałaby być niewidoma, głucha lub niezdolna do wypowiedzenia słowa. Tak samo jak nie potrafię wskazać w klasie siedmiolatków  dziecka, które pragnie być wyśmiewane przez resztę. Nie znam nikogo, kto na własne życzenie wprowadza się do domu, który codziennie próbują zniszczyć bomby, albo wsiada do wagoniku metra razem z terrorystą obwieszonym ładunkami wybuchowymi. Nie chcesz wiedzieć, że życie, które znasz, za chwilę się skończy. Podobnie jak nie oczekujesz, że zostaniesz okradziony, pobity, potrącony w wypadku lub szturchnięty na ulicy za to, że wyglądasz inaczej.

Codzienne życie jest najcięższym obozem przetrwania. I żeby dobrnąć do jego końca, potrzebujesz więcej siły, niż może ci się wydawać. Inaczej nie będziesz w stanie znieść atrakcji, którymi cię obdarowuje. Nie znajdziesz wytłumaczenia na nierówności, konflikty, kataklizmy i biedę w świecie, w którym to, co ludzkie, stało się obce. Z kropel łez ściekających po policzkach uformuje się lusterko ze zmęczonym odbiciem twojej twarzy. Odłamki duszy rozbitej przez tysiące zjadliwych uwag stworzą wahadło czasu zawieszone na resztkach cienkiej nici twojej egzystencji. Na koniec jej powolny upływ przekształci się w galop, który odbierze resztki złudzeń na szczęśliwe zakończenie tego morderczego wyścigu.

Musisz być mocna. Nie możesz wierzyć we wszystkie obelgi, które słyszysz jako najgrubsze dziecko w klasie. Będziesz usiłowała śmiać się z tego, że nikt nie chce cię w swojej drużynie na wuefie. I będziesz starała się ignorować wszystkie przeszywające spojrzenia, kiedy w czasie długiej przerwy próbujesz dyskretnie zjeść kanapkę. Nikt nie zapyta, jak ci minął dzień, czy pójdziecie razem do kina, albo nie zaprosi na weekendową imprezę u najpopularniejszej dziewczyny w szkole. Stajesz się powietrzem, bo zamiast ciuchów w rozmiarze XS zarezerwowanym dla grupki najbardziej lubianych koleżanek w klasie kupujesz z mamą coś, co przypomina namiot. Ale ważne, że przykrywa wszystkie zagniecenia i fałdki. Nie będziesz nosić sukienek jak cała żeńska część twojej grupy, bo tylko ty wiesz, jak mocno ocierają się wtedy uda. Nie pokażesz publicznie odkrytych ramion ze zwisającą skórą, rozstępów na plecach ani kostek, które mają taką samą szerokość jak łydka. Pomimo swoich pokaźnych rozmiarów będziesz starała się stać niewidoczna. Niezauważalna dla całej szkoły i nieistniejąca dla klasowych prześmiewców, którzy lubią rzucać w twoim kierunku słodkie epitety w stylu „Świnka Piggy” lub „beczka”.

Musisz być mocny. Nie wszyscy na tym świecie doświadczają miłości do płci przeciwnej. Są na ziemi ludzie, dla których najbliższą sercu osobą jest druga kobieta lub drugi mężczyzna. Nie daj się zastraszyć tym, co wyzywają cię od pedałów, ciot i odmieńców. Spróbuj nie widzieć obraźliwych napisów wymalowanych w nocy sprayem na chodniku przed twoim domem. Nie dawaj się wciągać w pyskówki, w których koledzy pytają cię, jaki przedmiot lubisz mieć włożony w odbyt. Staraj się to wytrzymać, bo masz w sobie ogrom miłości, który podpowiada ci, jak kochać sercem i umysłem drugiego człowieka. Zdobądź się na odwagę, żeby chwycić go za rękę. Bądź blisko niego, gdy cię potrzebuje. Nie daj mu zwątpić, wytrzyj jego łzy i pozwól, by on wytarł twoje. Dajcie sobie czas, aby pobyć tylko ze sobą. Nie reaguj na wyzwiska wypowiadane przez ojca, groźby ze strony kolegów i agresywne obrazy, które widzisz w telewizji. Nikt nie kocha cię bardziej niż ty sam i druga osoba, którą wpuściłeś do swojej duszy niczym do dużego pokoju wysprzątanego na przyjęcie najważniejszego gościa. Musisz pamiętać, że miłość nie wybiera. Jest chemią, która pomaga nam znaleźć bratnią duszę. Drugiego człowieka, który poda rękę do przejścia po płonącej kładce czy przyniesie ciepły koc, aby rozpuścić lodowy trzpień wbity prosto w serce. Nie cały świat żyje nienawiścią. Nie wszędzie jesteś wrogiem czy tęczową zarazą. Znajdziesz dla siebie miejsce w sercach wielu osób – tych kochających świat takim, jaki zastały, we wszystkich odcieniach czerni i bieli.

Musisz być mocna. Wiele jest dzieci, dla których rodzice okazali się niewystarczający. Ty jesteś jedna, ich, którzy nigdy nie dorośli do wzięcia odpowiedzialności za małego człowieka – co najmniej dwoje. Tylko ty wiesz, ile razy się bałaś, jak często szlochałaś do wytartej poduszki na niewygodnym łóżku w pokoju numer osiem w domu dziecka. Teraz, po latach spędzonych samotnie w murach państwowej placówki, nie czekasz na żaden cud, który odmieni twój los. Chciałabyś być po prostu jak koleżanki. Mieć chociaż jedną własną rzecz, która nie należy do wszystkich. Nie potrzebujesz pluszaków, tak chętnie zwożonych do waszego bidula, ani dziurawych ubrań, które trafiły ci się przy okazji ostatniego obdarowania przez jakąś hojną rodzinę. Twoim marzeniem jest mieć paletkę cieni do powiek – nawet taką najmniejszą – żeby móc się umalować jak koleżanki w klasie. Chciałabyś mieć jeszcze błyszczyk i tusz, ale boisz się wypowiadać na głos to życzenie. Paletka posłuży na oczy i na usta także będzie praktyczniejsza. Ale wiesz, że nikt ci jej nie kupi – ba, nawet nikt nie zapyta, bo ważniejsze są nauka i wyżywienie, a nie widzimisię dzieci niczyich. Tak więc wyobrażasz sobie, że ją masz. Co rano ostrożnie nakładasz opuszkiem palca troszkę na policzki, żeby się nie zużyła za szybko. Chowasz ją pod poduszką, bo nie chcesz, żeby ktokolwiek ją dotykał. Starsze dziewczyny na pewno by ci ją ukradły. A ona jest tylko twoja. I ma magiczną moc, która odwraca od ciebie wzrok innych dzieci. Już się przekonałaś, że rówieśnicy nie potrafią wystrzec się pogardy i poczucia wyższości. Do perfekcji opanowali umiejętność wzbudzania zazdrości o najprostsze rzeczy: kanapkę do szkoły zrobioną przez kogoś ważnego, słuchawki do telefonu, które jeszcze działają, spodnie z logo Pumy albo torebkę na książki do szkoły. W sumie to już przywykłaś do miejsca w szufladce, gdzie włożyła cię cała reszta świata. Zawsze byłaś „tą dziewczynką bez rodziców”, „tą z bidula” albo „tą nieadoptowalną”. I gdy na kolejnej akademii z okazji Dnia Matki zobaczysz swoją opiekunkę uśmiechającą się z rzędu mam robiących zdjęcia swoim pociechom, będziesz wyobrażać sobie alternatywny scenariusz na swoje życie, w którym osoby tworzące rodzinę istnieją naprawdę, w którym dom nie ma dopisku „dziecka”, ale jest urządzony na własny sposób. Z pojedynczym pokojem, własnym łóżkiem z miękką pościelą, komodą tylko z twoimi ubraniami oraz miejscem na zdjęcia z wakacji, na których byliście wszyscy razem. Ty, mama i tata.

Musisz być mocny. Gdy trzymasz w szpitalu wątłą rękę umierającej żony, która chce po raz ostatni powiedzieć ci, jak bardzo cię kocha, szuka w sobie słów i jeszcze więcej siły, aby skonstruować chociaż jedno zdanie, ty jeden wiesz, jak bardzo będziesz tęsknić. Jak wiele energii będzie ci potrzeba, żeby powiedzieć rano waszemu synowi, że mama już nie wróci. Wytłumaczyć mu rzecz, której sam nie potrafisz objąć rozumem. Tak, wiem, ślubowałeś jej, że będziesz z nią na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. I dopóki śmierć was nie rozłączy. Dlaczego więc ośmieliła się złamać tę obietnicę? Przecież patrzyła ci prosto w oczy, trzymała twoją drżącą dłoń w kościele i po cichutku wypowiadała kolejne słowa przysięgi małżeńskiej. Przecież nie tak to wszystko miało wyglądać. Życie dopiero się dla was zaczynało. Znalazłeś ją, a ona ciebie w gąszczu innych ludzi szukających ukojenia w ramionach drugiej osoby. Oboje nauczyliście się, czym jest miłość, jak ją nazywać, rozumieć i przekazywać dalej. Dlaczego więc ona odchodzi? Czemu zostawia pustkę w waszym wymarzonym domu, gdzie ustawiła wszystkie bibeloty? Jakim prawem skazuje cię na bycie ojcem i matką dla waszego syna, który najbardziej na świecie kocha tulić się do niej? Jak masz mu spojrzeć w oczy, skoro widzisz w nich odbicie jej pięknej, atłasowej skóry i promiennego uśmiechu, którym potrafiła obdzielić wszystkich dokoła? W łazience czujesz jej perfumy. Lekki kwiatowy zapach utrzymuje się w szafie pełnej ubrań oraz na twoich koszulach, do których uwielbiała się przytulać. W kuchennych szafkach widzisz sztućce, o które tyle razy się kłóciliście przy wypakowywaniu zmywarki i talerze otrzymane w prezencie ślubnym. I czternaście niepasujących do siebie kubków, które co roku przywoziła z wakacji nad morzem. Widzisz to wszystko i coraz mniej rozumiesz pustkę, która wokół tworzy się wokół ciebie. Powietrze staje się dziwnie rozrzedzone, jakby brakowało w nim tlenu pozwalającego podtrzymać funkcje życiowe. Ty też umierasz. Kręci ci się w głowie od echa odbijającego się od ścian waszego pięknego domu. Czujesz się odurzony wspomnieniami, które jeszcze wczoraj były codziennością. Żal i rozpacz zwęża ci tętnice i odbiera zdolność racjonalnego myślenia o kolejnym dniu. Tym pierwszym bez niej. Ciągle ją widzisz, bladą, chudą i pozbawioną włosów, uwiązaną rurkami do szpitalnego łóżka, ale wciąż tak samo piękną jak wtedy, gdy pierwszy raz ją zobaczyłeś. Skórę ma ciągle miękką, a z jej oczu wyczytać można cały alfabet miłości, z którym zostawi swoich chłopców na zawsze.

I ostatnie słowa wypowiedziane niczym szept przez prawie martwe już usta: kia kaha

Autorka: Jolanta Wierzbicka


[1] Zwrot z języka maoryskiego używany przez ludzi mieszkających w Nowej Zelandii. W bezpośrednim tłumaczeniu znaczy „bądź silny/ bądź silna”.

No comments
Jolanta WierzbickaKia kaha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *