Jesienna opowieść

Bywają dni, kiedy bardzo tęsknisz. Za kwitnącymi krzewami, zapachem pierwszych owoców rumieniących się w twoim ogrodzie i czasem, którego latem wydaje się jakby więcej. Każdego ranka czujesz na swoim policzku ciepłe promienie słońca. Zaglądają zza firanki w twoich oknach i machają do ciebie. Zupełnie tak, jakby mimo ciemnych chmur nad tobą, chciały zachęcić cię do życia nowym dniem.

Przypominasz sobie jak ten sam poranek pachniał jeszcze kilka tygodni temu. Ile miał w sobie rześkości i apetytu do odkrywania nieznanego. W twojej pamięci rysuje się jego ruch, który spotykał cię tuż po wyjściu z domu. I jego zmienne nastroje, które dawały ci sygnały na temat tego, co może się wydarzyć. Jego podmuchy raz niosły ze sobą nadzieję na zmianę a raz ponaglały cię do szybszego działania. Był niczym wierny towarzysz twojego każdego poranka, który towarzyszył ci w spacerach po alejkach ogrodu.

Dzisiaj, u schyłku jesiennego przemijania, zdajesz się dostrzegać miniony letni czas, którego nie było ci dane w pełni wykorzystać. Widzisz go i coraz mocniej czujesz, gdy zaciska się wokół ciebie niczym pętla. Nie potrafisz go dokładnie zmierzyć ani nazwać zjawisk, które mu towarzyszą ale wiesz, że stoi tuż za tobą jako jedno z kolejnych zmarnowanych wspomnień. Rodzi się w tobie ochota zapisania w nim nieskończonej liczby wycieczek – takich bliskich, dalekich, odległych i średnich. Masz chęć ponownego przeżycia wydarzeń sprzed paru miesięcy tylko tak inaczej, trochę łagodniej albo wręcz dużo bardziej pikantnie aby stały się ważnym wydarzeniem z twojego życia.

Pomimo wszystkich twoich szczerych chęci, nie umiesz wrócić do letnich dni, które zdążyły już przejść do historii. Twoje kolorowe kwiatu zdążyły już uwiędnąć. Tysiące liści na parkowych drzewach pokryło się złotem a owocowe drzewa z ogrodu zamieniły się w suche konary.

Czujesz wokół siebie zapach przemijania. W tej samej chwili uświadamiasz sobie, że czasu nigdy nie było więcej. Nigdy go nie ubyło ani nie przybyło. Nie ma też tutaj żadnej zależności od pory roku. Słońce wschodzi i zachodzi, raz wcześniej a raz później. Robi to od lat w niezmiennym cyklu, który ty sam obserwujesz z różną uwagą. Czasem cieszysz się, że przyszedł już poranek, innym razem jesteś rozczarowany jak szybko minęła ostatnia noc.

Nigdy nie jesteś usatysfakcjonowany liczbą wschodów i zachodów. Za twoim rozczarowaniem podąża roszczenie ich nieograniczonej ilości do przeżycia. Tylko pomyśl, czy ją otrzymasz?

No comments
Jolanta WierzbickaJesienna opowieść

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *