Czy będzie kiedyś inny wybór?

Długo zastanawiałam się, od czego mogłabym zacząć wpis, który ma Was zachęcić do pójścia na wybory 28 czerwca. Czy od statystyk, że do tej pory najwyższa frekwencja odnotowana w głosowaniu miała miejsce w 1989 roku, kiedy do urn poszło 62,70% uprawnionych? Czy od straszenia Was, że rządzą nami ludzie chorzy na władzę, którzy zrobią wszystko, żeby jej nie oddać? Myślę, że ani uderzanie w patriotyczne tony o historycznej wadze głosowania ani straszenie złym rządem nie zrobi na Was wrażenia. W marcu, kiedy przyszła do nas epidemia koronawirusa wszyscy wystraszyliśmy się na tyle mocno, że żadne argumenty o nadchodzącej apokalipsie ze strony PiS nie zrobią już na Was wrażenia. Na mnie osobiście przestały, bo widok pustych ulic jak z filmu katastroficznego oraz służby medyczne ubrane jedynie w skromną maseczkę i ostatnią parę rękawiczek ale ciągle trzymające pacjenta za rękę, uświadomiły mi jedno. Nie ma nic cenniejszego niż zdrowie. Z resztą zarazy sami poradzimy sobie. Wystarczy, że będziemy działać razem.

Gdy już myślałam, że skończyły mi się wszystkie argumenty, które mają Was zmobilizować do zagłosowania w wyborach prezydenckich to postanowiłam, że opowiem Wam trochę o sobie i jak ja widzę rozkradanie naszego wspólnego dobra jakim jest państwo przez ludzi chorych na nienawiść i zachłanność.

Urodziłam się w 1989 roku, blisko daty pierwszych prawie demokratycznych wyborów ale jednak w maju. Za mną 31 lat w życia, w którym były prawdopodobnie bardzo dobre i fatalne momenty w polskiej polityce. Tylko powiedzcie mi, kto się tym interesuje mając, dajmy na to 14 lat? Pamiętam fakt wejścia do NATO ale była to ledwie migawka w „Wiadomościach”. Moment dołączenia do struktur Unii Europejskiej był bardziej świadomy, gdyż chodziłam wtedy do gimnazjum i non stop tłukliśmy tematy o zaletach przystąpienia do tej społeczności. Ba, mieliśmy coś w rodzaju „dni europejskich” i zadania związane z poszczególnymi krajami będącymi już w Unii na które nawet pamiętam, że ugotowałam jakąś irlandzką zupę, która była nie do zjedzenia…

W liceum i na studiach człowiek wydoroślał, nabrał apetytu na świat i pewne rzeczy przyjął za oczywistość – nowe drogi, które zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, dofinansowanie do zajęć pozalekcyjnych, możliwość wyjazdu na Erasmusa do innego kraju czy chociażby przekraczanie granic na dowód osobisty. Po drodze były różne perturbacje ale nie na tyle mocne, żebym dzisiaj je mocno rozpamiętywała. Tak wyglądało moje życie do 2015 roku. Było dobrze ale jakoś nie oszałamiająco. Pracę po studiach można było znaleźć, uczyć się można było, podróżować również. Ani ciepło, ani zimno, po prostu letnio.

W takim stanie polityczno – społecznym, gdzie nie jest ani dobrze ani źle zastały mnie trzy ważne wydarzenia w moim życiu. Był rok 2015, prowadziliśmy już pół roku sklep online sprzedający czapki i postanowiliśmy rozszerzyć ofertę o własne koszulki. Tak przypadkiem założyliśmy szwalnię, która działa do dzisiaj. W międzyczasie okazało się, że jestem w ciąży, także do rewolucji zawodowej doszedł niemały sajgon w życiu prywatnym (matki mniejszych i większych dzieci na pewno mnie zrozumieją 😊). I przy tym wszystkim na jesieni miały się odbyć wybory prezydenckie, gdzie z jednej strony głównym kandydatem był taki właśnie „letni” Bronisław Komorowski, który zdążył zaliczyć kilka wizerunkowych wpadek i bardziej był statecznym wujkiem niż młodym gniewnym gotowym na rewolucję. Z drugiej strony wyrósł on – elegancki, w dobrze skrojonym garniturze, w końcu ktoś kto umie płynnie rozmawiać po angielsku na spotkaniu międzynarodowym. Malowany jak z obrazka a nawet, parafrazując klasyka, taki ładny amerykański:Andrzej Duda. Prezentował się dużo lepiej ze swoją małżonką niż ówczesna para prezydencka, mówił ładnie a przede wszystkim wyciągnął na światło dzienne rzeczy skandaliczne i pomimo upływu lat, ciągle dla mnie nieakceptowalne – o niszczeniu wizerunku Polski poza granicami kraju, o rozkradaniu mienia państwowego przez władze oraz nowej energii, która ma rozbić ten skostniały układ. Przyznam Wam się, że tym właśnie mnie uwiódł. Sznytem i moją wewnętrzną tęsknotą do zachodniego świata.

I mając wtedy półtoramiesięczne dziecko oraz tysiące myśli kłębiących się w głowie, postawiłam przy nazwisku Duda krzyżyk w wyborach w 2015 roku. I to wcale nie o 500+ chodziło, bo ten pomysł padł dopiero w wyborach parlamentarnych, które były później. Chodziło mi o wniesienie nowej energii na polskie salony, pokazanie za granicą, że polski prezydent może być mądrym, wykształconym i elokwentnym człowiekiem. Nie chciałam już mieć więcej poczucia wstydu, że ktoś nieobyty reprezentuje nas na oficjalnych wizytach lub w stanowieniu prawa myśli tylko o swoich kolegach pochowanych w spółkach Skarbu Państwa. Wtedy, w 2015 roku Duda był dla mnie nadzieją na wykonanie kolejnych kroków do bycia częścią Zachodniej Europy, do stania się obywatelami świata w jeszcze większym zakresie, niż byliśmy do tego momentu. Oj jak się bardzo wtedy pomyliłam…

Najpierw było zamieszanie z Trybunałem Konstytucyjnym. Wcześniej mnie jak i miliony Polaków, zapewne nie za bardzo zajmowała ta instytucja. Po prostu sobie była. Nie czułam, aby wywierał faktycznie wpływ na moje życie chociaż było zupełnie na odwrót. Ale dzięki Łukaszowi Sławatyńcowi, który swego czasu prowadził ćwiczenia z podstaw prawa na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego dobrze nauczyłam się o rolach poszczególnych instytucji państwa. Wiem, że prezydent powołuje sędziów, ma wpływ na wybór Rzecznika Praw Obywatelskich ale ma również inicjatywę ustawodawczą, która żeby przejść przez Sejm lub Senat musi mieć poparcie w jednym lub drugim. Duda był nadzieją, że nie będzie przez niego wstydu na świecie. Ale wiecie co on zrobił? Cały autorytet tego urzędu wyrzucił do kosza, podeptał Konstytucję po wielokroć a najbardziej doświadczonym osobom z dziedziny polskiego prawa po prostu pokazał gest Lichockiej.

Przy okazji sporu o Trybunał Konstytucyjny Andrzej Duda po raz pierwszy objawił swoją prawdziwą twarz, kiedy zgodnie z partyjnym poleceniem zaprzysiągł na wolne stanowiska ludzi wybranych wadliwie przez Sejm. Wszyscy byli w szoku. Jak prezydent, który ma stać na straży Konstytucji może robić takie rzeczy? Tej Konstytucji na którą przysięgał. I sam Bóg miał mu w tym dopomagać. A on?

Bez mrugnięcia okiem podpisywał kolejne ustawy dewastujące nasze państwo, zignorował wielotysięczne protesty w obronie niezależności polskich sądów, nie słuchał tego, co mówią autorytety z zakresu prawa ani międzynarodowe instytucje działające w ramach Unii Europejskiej. On, doktor prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego okazał się największym niszczycielem ładu społeczno – gospodarczego, na który pracowały miliony Polaków przez 30 lat transformacji. Apogeum jego prezydentury to zaprzysiężenie na I Prezeskę Sądu Najwyższego byłej wiceministry w ministerstwie Zbigniewa Ziobry, Małgorzaty Manowskiej. Tego samego Ziobry, który innych sędziów karze za swoja niezawisłość i wyroki, które nie są po myśli władzy. Już nie będę rozwijać, jakiej ideologii trzyma się Andrzej Duda, który na spotkaniach z potencjalnymi wyborcami raczy wykrzykiwać, że LGBT to nie ludzie a ideologia jak również postępowania Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w obronie niezależności polskich sędziów nazywał słowami: „Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce”. To tyle w kwestii mojego marzenia, że w 2015 roku zagłosowałam za prezydentem, który ma nas skierować w stronę zachodu Europy. Skierował – tyle, że w odwrotnym kierunku, ku wujkowi Putinowi.

Ostatnie pięć lat minęło jak z bicza strzelił. Sama nie wiem kiedy. Przez ten czas zdążyłam przytyć, schudnąć i jeszcze raz przytyć. Dziecko wyrosło. Zmieniło się tyle rzeczy, że nawet nie potrafiłabym ich wymienić. Nie zmienię natomiast jednej rzeczy – ten czas to jedyny moment kiedy trwa dzieciństwo mojej córki. Dokładnie w tym roku skończy pięć lat i jest na takim etapie rozwoju, że rozumie dużo więcej rzeczy, niż się mi wydaje. Wie, że mama i tata nie są mężem i żoną i tak już zostanie, bo taki był ich wybór. Zna ciocie, które mieszkają z drugą ciocią i lubi je tak samo mocno jak wszystkie inne, które mają w domu chłopaków i mężów. Chodzi do przedszkola z dziećmi polityków i sympatyków z PiS, ludzi pracujących w TVP, samodzielnych matek oraz zapewne wielu innych osób, z którymi ja jako jej matka nie zgadzam się światopoglądowo. Ale jak każdy z nas – ma swoje koleżanki i kolegów, bo po prostu lubi bawić się z nimi. Przyjaciółka jest przyjaciółką, bez względu na to, kim są jej rodzice i z jakiego domu pochodzi. I wiecie co? Nie pozwolę na to, żeby czyjaś nienawiść i chore zacietrzewienie na władzę odebrało Jej przyszłość. Mi w 1989 roku starsze pokolenie pomogło zdobyć wykształcenie, odkryć świat, mieć dostęp do rówieśników praktycznie z całej Europy i wyrosnąć na w miarę ogarniętego człowieka. Dlaczego ja miałabym teraz odebrać tę możliwość własnemu dziecku?

Wybory 28/06 mogą nie być równe, powszechne, bezpośrednie i tajne. Skąd to wiem? PiS nie po to włożył tyle trudu, żeby zagarnąć dla siebie Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa i Sąd Najwyższy, żeby przegrać te wybory. Przypomnę tylko, że o ważności wyborów decyduje ten ostatni a dokładnie – była pracownica ministra Ziobro. Jeżeli wynik po pierwszej turze będzie nie po ich myśli i pojawi się widmo przegranej to nie zawahają się wprowadzić stanu wyjątkowego i w ten sposób przedłużyć swój monopol na władze. Dlatego musimy skorzystać z szansy, która pojawia się w niedzielę bo może być pierwszą ale też ostatnią na wybór prezydenta.

Powtórzę jeszcze raz – nie możecie teraz zignorować tych wyborów. Musicie poświęcić najbliższą niedzielę na to, żeby zagłosować. Będzie dłużej niż zwykle ze względu na obowiązkową dezynfekcję rąk i ograniczoną liczbę osób w lokalu ale nie musimy razem wziąć naszą przyszłość w swoje ręce i odsunąć nienawistnych ludzi od władzy. Nie możemy dopuścić do tego najwyższego urzędu tych, którzy wykrzykują o Polsce dla Polaków, chamskiej hołocie, zdradzieckich mordach i homoseksualizmie jako chorobie. Nie głosujcie ani na Andrzeja Dudę ani na Krzysztofa Bosaka bo w ten sposób dacie przyzwolenie ludziom chorym z nienawiści i zwykłym faszystom na wypowiadanie się w Waszym imieniu. Oni szczują jednych na drugich, dają przyzwolenie na agresję ze względu na odmienne poglądy i dzielą już nie tyle kraj ile całe rodziny.

Głosując na Andrzeja Dudę lub Krzysztofa Bosaka ukradniecie przyszłość swoim dzieciom. Chcecie tego? Bo ja nie.

Mój głos oddam na Rafała Trzaskowskiego. Dobrze mi się żyje w Warszawie, którą on zarządza. I jako jeden z nielicznych kandydatów ma doświadczenie w zarządzaniu dużym przedsiębiorstwem jakim jest miasto i to te największe w Polsce. Kierował w swoim życiu i pracą ludzi, i odpowiadał za pieniądze a także zarządzał instytucjami, które gwarantują funkcjonowanie Warszawy – raz lepiej raz gorzej ale widać rozwój. I wierzę, że z zapleczem politycznym w postaci Senatu będzie w stanie wymóc na PiS-ie powrót na demokratyczne i konstytucyjne tory bo dzisiaj tego najbardziej nam potrzeba. Potem przyjdzie czas na rozliczanie z wyborczych obietnic, chociaż też jakoś mu wierzę, że się z ich wywiąże.

I pewnie znowu mam za dużo wiary w ludzką przyzwoitość ale naprawdę w Was wierzę 😊

Do zobaczenia przy urnie 28/06/2020

Na koniec zostawiam Wam kilka ważnych dla mnie zdjęć pochodzących z ostatnich pięciu lat. Część zrobiłam sama jako aktywny uczestnik protestów, część pochodzi z Internetu i zamieszczam je tutaj jako wyraz mojego osobistego poparcia. Widzimy się na głosowaniu!

No comments
Jolanta WierzbickaCzy będzie kiedyś inny wybór?

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *