Chichot historii

W jednej z książek przeczytałam kiedyś zdanie, że historia potrzebuje wojny. Nie pamiętam w której to dokładnie ale patrząc na to, co dzieje się dzisiaj, dostrzegam w nim coraz więcej zwiastunów, które znów mogą sprowadzić na nas ten kataklizm.

Jako pokolenie powojennych wnuków powinniśmy być wysoce wyedukowani na temat tragicznych skutków, jakie niosą ze sobą konflikty zbrojne. W systemie szkolnictwa wiele miejsca zajmuje zdobywanie niepodległości, walka z zaborcą oraz stawianie czoła wrogowi, który pojawiał się u naszych granic. Wielokrotnie na akademiach szkolnych nakazywano nam recytowanie wierszyków o młodzieńcach, którzy poszli w bój. Jako małe dzieci śpiewaliśmy o wojence z przymiotami pięknej pani, za którą wężykiem szli chłopcy malowali. Pieczołowicie uczono nas o przelewaniu krwi naszych dziadków w imię obrony godła i barw biało – czerwonych, które dla przodków były wartością cenniejszą niż życie. Przez wiele lat wkładano nam do głowy, że jako społeczność jesteśmy Mesjaszem narodów i wezwani w czas próby naszego męstwa mamy zaprezentować kręgosłup mocny niczym stal…

W przerwie od tych wszystkich nauk udało nam się dorosnąć. Wydawało się, że kilkanaście lat edukacji i wychowania w wolnej Polsce zbudowało w nas solidne podstawy do pozostawienia oczu szeroko otwartych na ludzką krzywdę i uszu wyczulonych na narastającą agresję. My sami oglądaliśmy brutalne pomniki jakie ledwie kilka dekad temu postawili sobie oprawcy w Oświęcimiu, Treblince i Jedwabnem. Ci, na szczęście już odeszli. Jednak czy przeminęli razem z nienawiścią, którą nosili w sobie?

Gdy widzieliśmy dzieło spustoszenia, które zbrodniarze pozostawili w ziejących ludzkim cierpieniem miejscach straceń to cieszyliśmy się, że ich już nie ma. Jeszcze kilka lat temu wydawało nam się niewyobrażalne aby koszmar wojny z którym mieli do czynienia rodzice naszych rodziców miał kiedyś do nas powrócić. Ale jak widać nic nie jest dane raz na zawsze. I co gorsza, my jako młode pokolenie nie jesteśmy w stanie wyciągnąć wniosków z wydarzeń historii, która wydaje się ponownie zataczać koło.

A ta patrzy na nas i chichocze. Śmieje się do rozpuku z naszej krótkowzroczności i zbiorowego milczenia na temat nienawiści, której obywatele Rzeczypospolitej ponownie doświadczają w jej administracyjnych granicach. Niby nauczyciele w szkole wkładali nam do głów, jak straszna jest wojna i skąd się bierze, jednak zdaje się, że niewiele z tego zabraliśmy do dorosłego życia. Wielu z nas składało wieńce, paliło znicze i odwiedzało tłumnie miejsca pamięci poświęcone bohaterom powstań, wojen i zbrodni przeciw ludzkości. Patrzyło, myślało o tym z trwogą po czym przechodziło do porządku dziennego nad krzywdą poprzednich pokoleń. Historia jednak nie pozwala nam zapomnieć. Brutalnie przypomina, że podłożem wszelkich walk zapisanych na jej kartach było dzielenie na lepszych i gorszych, niechęć jednych do drugich i próba wykluczenia ze społeczeństwa tych, którzy są inni od nas.

Za każdym zatoczeniem koła historii, która niespiesznie toczy się na naszych oczach, stajemy przed koniecznością wyboru, po której ze strony jesteśmy. Czy będziemy ofiarą czy oprawcą? Czy podejmiemy próbę oporu przed agresją próbującą wpływać na nasze losy czy damy jej milczące przyzwolenie na dalszą dyskryminację grupy obwołanej wrogiem narodu? W końcu, czy to my będziemy krzyczeć o śmierci tego wroga, którego ktoś wskazał nam palcem czy może jednak staniemy po stronie słabszego, którego próbuje się zaszczuć?

Spójrz, historia jak fortuna, niespiesznie kołem się toczy. I swoim chichotem po cichutku ci przypomina, że to ludzie ludziom zgotowali los, którego wcześniej doświadczyli twoi przodkowie.

No comments
Jolanta WierzbickaChichot historii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *