Bardzo stabilna waluta

Dolary, euro, jeny. Franki, złotówki i ruble. Korony, pesos, baty. Każdy kraj posługuje się pieniędzmi bo one pozwalają funkcjonować między ludźmi – robić zakupy na lokalnym bazarku, zatankować paliwo lub kupić bilet na autobus. Świat od dawien dawna potrzebował wymiany towarów za usługi oraz zamiany czynności na coś co można zjeść i wypić. Gdy nie było pieniędzy, następowała wymiana cennymi kruszcami jak złoto czy diamenty. Ci, którzy ich nie mieli handlowali tym, co było akurat było pod ręką – zbożem, chlebem, warzywami. A gdy nie było co wymieniać, nadchodziły czasy głodu, klęsk i zagłady. I w tych najtrudniejszych czasach najcenniejszą walutą okazywały się nie monety, nie szeleszczące papierki ale informacja, za którą niektórzy potrafili nawet zabić.

To co ktoś komuś powiedział, czym sąsiadka podzieliła się w sekrecie albo pani w kolejce, która wie od swojego szwagra, działa na naszą wyobraźnię. Gdy znamy kogoś osobiście to dajemy jego informacjom większą wiarę, niż wiedzy wyczytanej w książkach. Z jakiegoś powodu informacje otrzymane od kuzynki, która pozyskała je z jakiegoś sekretnego źródła determinują nasze życiowe kroki. I to nawet, jeśli zdrowy rozsądek mówi coś innego. Ot, prosty przykład: wystarczy, że jedna osoba powie, że od jutra nie będzie prądu bo syn drugiego męża ciotki pracuje w miejskiej elektrowni. Taka informacja w ułamku sekundy staje się dla nas bardziej wiarygodna niż to, że właśnie pralka zasilana nie czym innym jak prądem, robi u nas w domu pranie. I co robimy z taką wiadomością? Jedni poddadzą ją analizie. Zaczną szukać oficjalnych informacji, będą dzwonić do elektrowni, poszukiwać jej potwierdzenia w oficjalnych kanałach. Inni – puszczą ją totalnie miedzy uszy, gdyż wszelkie planowane wyłączenia są wcześniej zapowiadane przez administrację. Jednak zawsze znajdzie się grupa, która przyjmie taką wiadomość za dobrą monetę i wręcz bezkrytycznie zacznie przeszukiwać szafki w poszukiwaniu latarek, świeczek i lampek ładowanych od słońca. I jeśli się okaże, że aktualnie nic z tych rzeczy nie ma fizycznie w swoim domu, nie może wziąć do ręki chociażby pudełka zapałek, żeby wzniecić ogień to rozpocznie nerwowy rajd po sklepach w celu zaopatrzenia na nadchodzący kataklizm.

Gdy na półce w markecie zobaczy świeczki, podgrzewacze lub nawet znicze to czuje w sobie uczucie zwycięstwa. Ciepłą falę triumfu zalewająca od środka, że oto udało się przechytrzyć tych niedoinformowanych i zdobyć coś, co ma umożliwić przetrwanie. Czuje się jak zwycięzca, gdyż pozostali wydają jej się głupi i może nad nimi górować. W tym miejscu zaczyna się właśnie mechanizm, który „rekiny biznesu” będą bezpardonowo wykorzystywać. Prawdopodobnie nic nie działa bardziej sugestywnie niż brak dobra, które chcecie akurat dostać. Pusta półka w sklepie staje się bodźcem do walki o coś, co jest nam teoretycznie niezbędne do życia. Mamy w głowie myśl, że to pomoże nam przetrwać kataklizm. Jaki? Brak prądu o którym w największym zaufaniu powiadomił naszą znajomą syn drugiego męża cioci, który pracuje w elektrowni. Dowiedzieliśmy się tego nie bezpośrednio od niego, gdyż ma zakaz przekazywania takich wiadomości. No ale on powiedział ojcu, ten żonie a ona z kolei obdzwoniła najbliższą rodzinę, żeby w sekrecie poinformować, że warto kupić świeczki. Od tej najbliższej rodziny dowiedziała się nasza znajoma i też postanowiła ostrzec sąsiadów. W tym momencie z nieznanych sobie powodów wsiadamy w samochód i jedziemy po świeczki do sklepu bo przecież ona by nas nie okłamała. Tak więc gdy stoimy w kolejce do kasy z koszykiem wypchanym wszelkiego rodzaju przedmiotami, które mają nas zabezpieczyć na wypadek nadchodzącej katastrofy to zaczynamy budzić zainteresowanie innych osób stojących wokół. Dlaczego ktoś kupuje tyle świeczek? Po co nagle zapakował do koszyka cały zapas podgrzewaczy? Na pewno jest coś o czym nie wiemy, dlatego lepiej i ja wezmę chociaż jedno opakowanie. Przecież się nie zmarnuje.

W ten prosty sposób, jeden po drugim klienci zaczynają odchodzić od kasy z produktami, które są źródłem światła. Ktoś kogoś zapyta. Ktoś przekaże innemu i w ten sposób, pocztą pantoflową coraz więcej osób zaczyna uzbrajać się w produkty, których do niczego nie potrzebują. Ale pod wpływem impulsu włożyli je do koszyka, wydali na nie pieniądze i zmagazynują razem z innymi „przyda się” w domu.

Teraz spróbujmy cofnąć się do samego początku tego procesu – kto zyskał najwięcej na Twoim zakupie świeczek? Ten, kto majątek gromadzi na ludzkim strachu. W tym momencie możesz ich kompletnie nie potrzebować, ba, może się okazać, że masz w domu całkiem spory arsenał starych zniczy i wszelkich gromnic, które w razie kryzysowej sytuacji będą źródłem światła. Ale mimo wszystko odmówisz sobie zakupu narzędzi, których potrzebujesz do naprawienia roweru. Nie wydasz pieniędzy na parę okularów, która poprawi Twój wzrok. W zamian za to pojedziesz do najbliższego dyskontu wykupić wszystkie świeczki na wypadek awarii, którą zapowiada syn drugiego męża Twojej cioci.

Światowe gospodarki mogą obracać różnymi walutami. Wymieniać się dobrami, sprzedawać drożej i kupować taniej to co produkują najlepiej. Ludzie mogą szukać oszczędności, podejmować przemyślane wydatki i inwestować swoje środki w bezpieczne aktywa. Jednak każdy z nas ma w sobie instynkt przetrwania, który uaktywniony przez strach odbiera nam zdolność racjonalnego myślenia. I kierowani tym uczuciem – całkowicie naturalnym i zrozumiałym – dokonujemy nieprzemyślanych wyborów. Inni ludzie bez skrupułów to wykorzystają i dzięki informacji wzbudzającej panikę pomnożą swój majątek. W ten oto sposób wszelkie najcenniejsze kruszce  tracą na swojej wartości. A to, co kosztuje najwięcej to nie dolary czy euro ale właśnie informacja, która staje się bardziej wartościowa niż złoto.

No comments
Jolanta WierzbickaBardzo stabilna waluta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *